Rise Against na letniej scenie Progresji

Rise Against towarzyszy mi od dłuższego czasu. Nigdy nie byłem wielkim fanem, ale kilka płyt na stałe krąży w mojej orbicie, a parę piosenek trafia w miękkie. Dlatego, kiedy zobaczyłem, że będą grali w Warszawie, wiedziałem, że muszę tam być.

To był ciekawy dzień. Dosłownie kilka minut przed wyjazdem na koncert skończyłem nagrywać rozmowę z Joelem O'Keeffe z Airbourne (wywiad wkrótce na sztukmix.pl), więc z niemałymi emocjami pędziłem do Progresji, bojąc się, że spóźnię się na support, czego bardzo nie lubię. Zespołu, który miał otwierać wydarzenie – Jonasz Gubera– nie znałem, ale kiedy mam możliwość fotografowania koncertu, lubię mieć pełną historię: zarówno to, co dzieje się na scenie, pod nią, jak i w okolicach. Niestety przy większych koncertach możliwości te są mocno ograniczone – mamy tylko po trzy kawałki, a jeśli chcemy zobaczyć resztę koncertu, aparat musi zostać zdany do depozytu. Dlatego z mojego punktu widzenia warto być na całości, bo jednak można wtedy wyłapać więcej kadrów. Tak też było tym razem.

Choć pogoda w ostatnim czasie jest mocno nieprzewidywalna, kiedy podjeżdżałem na parking, zza chmur wyszło słońce, a jego światło sprawiło, że wszystko wyglądało pięknie. To mój kolejny koncert na letniej scenie Progresji. Kiedy słońce zachodzi za sceną, spowijając wszystko w niesamowitym blasku, odrealnia jakby całe wydarzenie. Dlatego, gdy na scenę w końcu wyszło Rise Against, czułem się, jakbym wybudzał się z dziwnego snu.

Szybko jednak energia płynąca ze sceny sprawiła, że krew zaczęła szybciej krążyć. Gitary wyły, bas dudnił, perkusja porywała wszystko w szaleńczym rytmie, a ja skupiłem się tylko na małym wycinku w wizjerze aparatu. Tim McIlrath szalał na scenie, nie zatrzymywał się nawet na moment, by pod koniec trzeciego utworu zeskoczyć w tłum. Gdy pochwyciły go wyciągnięte ramiona ludzi, włączył mi się hiperfokus i udało mi się strzelić kilka z moich ulubionych kadrów tego wieczoru. Chwilę później musieliśmy wyjść z fosy, a ja czułem, że byłem świadkiem czegoś wyjątkowego.

Next
Next

Marcus Miller w Amfiteatrze WCK