Ślub Kamili i Marcina
Kamilę i Marcina poznałem, kiedy w Ojcowskim Parku Narodowym robiłem dla nich sesję narzeczeńską. Spędziliśmy wtedy cały dzień włócząc się leśnymi drogami, gadając o filmach, muzyce, psach, życiu, wszechświecie i całej reszcie, dlatego kiedy jechałem na ich ślub, czułem się trochę jakbym jechał odwiedzić znajomych. Ale kiedy zaparkowałem na parkingu Gospody nad Zimną Rzeczką czułem się trochę jakbym przekraczał granice hobbitonu, małe, drewniane domki schowane pośród drzew, na łące pasące się alpaki. Ale szybko ogarnął mnie wir przygotowań, gdzie nie spojrzeć coś się działo, Marcin tańczył ze świadkiem, Kamila witała gości, dopinane ostatnie szczegóły, ale wszystko w luźnej atmosferze, wszędzie uśmiechy, radosne powitania, rozmowy. I tak minął cały ślub, podczas zabaw, przy świetnym jedzeniu, płynącej z głośników muzyce z gier, grach, wspólnym malowaniu, tańcach, zabawach z alpakami.

