Przemyk zesłał bóg
Muzyka Renaty Przemyk towarzyszyła mi odkąd pamiętam, zawsze pociągały mnie słowa - pełne ironii, ale jednocześnie niezwykle działające na wyobraźnię, pełne siły, jednocześnie wypełnione wrażliwością. Prosto mówiące o rzeczach, które gdzieś tam mi się w środku kotłowały, niby nie o mnie, ale jednak. A do tego niezwykła ekspresja, potężny głos i pewna bezkompromisowość, która zawsze imponowała. Przynajmniej tak sobie to wyobrażałem, bo niestety jeszcze nigdy wcześniej nie miałem okazji widzieć na żywo. Dlatego kiedy pojawiła się informacja o koncercie w Stodole, wiedziałem, że muszę tam być.
Kiedy przybyłem na miejsce sala była właściwie pusta. Lubię pokręcić się, kiedy jest jeszcze niewiele ludzi, zawsze mam wrażenie ciszy przed burzą. A potem nagle wszystkie miejsca były zajęte i rozpoczął się koncert. Stare utwory zagrane w nowych aranżacjach brzmiały świeżo, choć brakowało mi trochę akordeonu, surowości oryginalnych wykonań, pazura. To co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to niesamowita ekspresja artystki - kilka zdjęć, z tych, które można zobaczyć poniżej, niewątpliwie na długi czas pozostanie w mojej pamięci. Niesamowite zestawienie światła, cienia i gestów.
Koncert będę też wspominał przez świetną atmosferę, niezwykły kontakt publiczności i zespołu. Co chwilę wywiązywał się dialog, słychać było wybuchy śmiechu.

