Skunk Anansie na letniej scenie Progresji

Nie będę ukrywał – muzyki Skunk Anansie nigdy dobrze nie znałem. Byli raczej na obrzeżach moich gustów niż w ich centrum, dlatego wchodząc do warszawskiej Progresji, tak naprawdę nie wiedziałem, czego się spodziewać.

Apetyt zaostrzył już suport: mocny, energiczny i niestroniący od politycznych tematów występ Grove. Ale powiedzmy sobie szczerze – nic nie mogło przygotować mnie na prawdziwą eksplozję energii, jaką zaserwowało Skunk Anansie.

Skin dosłownie szalała na scenie. Ciężko było za nią nadążyć wzrokiem – skakała, tańczyła, hipnotyzowała niespożytą siłą i czystą ekspresją. Utwory brzmiały potężnie i bezkompromisowo. Dawałem się całkowicie porwać temu widowisku i aż przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy minęły pierwsze trzy utwory i wraz z resztą fotografów musiałem uciekać z fosy.

Next
Next

BEAT of the Stratocastle